Skocz do zawartości

Być albo nie być wróżką- o to jest pytanie :)


Polecane posty

Pozwolę sobie wkleić artykuł, jaki wpadł mi w oczy buszując po internecie. Chcialabym byśmy porozmawiali o tym, jakie są wasze zdania, czy może macie jakieś doświadczenia, a moze uważacie, że ta opowieść nie mogla mieć miejsca i co sądzić o autorce.

Zapraszam do dyskusji :)

 

 

Świadectwo: Byłam wróżką

Wróżenie daje wrażenie przewagi nad zdarzeniami, ludźmi, pogodą, rzekomo pozwala przewidywać nieszczęścia i zabezpieczać się przed nimi. Dochodzi do takiego uzależnienia, że wróżka nie wychodzi z domu bez wyciągnięcia jednej karty.

Jestem kobietą po sześćdziesiątce, matką dorosłego syna i dorosłej córki, która sama także jest już matką dwojga dzieci. Wróżeniem, ezoteryzmem, odprawianiem magicznych rytuałów zajmowałam się przez szereg lat. Wróżenie daje wrażenie przewagi nad zdarzeniami, ludźmi, pogodą, rzekomo pozwala przewidywać nieszczęścia i zabezpieczać się przed nimi. Dochodzi do takiego uzależnienia, że wróżka nie wychodzi z domu bez wyciągnięcia jednej karty. Zdarzało się na przykład, że córka dzwoniła do mnie, mówiąc: "wiesz, mamo, dzisiaj nie wracam wcześnie do domu, bo wpadnę do znajomych na kawę". Wyciągałam wtedy kartę i oddzwaniałam do niej, mówiąc: "lepiej nie idź, bo tam zdarzy się wypadek albo coś innego niedobrego". Wahadło nosiłam stale przy sobie i wydawało mi się, że gdy będzie ono ze mną mocno związane, to będzie mi bardziej przyjazne i będzie też chętniej odpowiadało na moje pytania. Pewnego dnia zmieniłam torebkę i nie przełożyłam do niej wahadełka. Gdy się zorientowałam, że go nie mam ze sobą, zaczęło mi się plątać w głowie i poczułam się strasznie zagubiona. Uświadomiłam sobie, że bez wahadełka nie mogę normalnie funkcjonować, podobnie jak ktoś chory na serce nie może wychodzić z domu bez lekarstwa.

 

Dziś wiem, że nie na wszystkie pytania znamy odpowiedź i trzeba się pogodzić z tym, że człowiek jest tylko człowiekiem. Ale wtedy tak nie uważałam. Wydawało mi się, że swymi umiejętnościami pomogę na przykład osobom, które nie potrafią założyć rodziny pomimo urody i wykształcenia. Wydawałoby się, że nie ma powodu, dla którego pozostają samotni. Ludzie ci dochodzą do wniosku, że modlitwa im nie pomaga, więc zwracają się do nume-rologa albo dopatrują się klątwy i udają się do świeckiego egzorcysty. Wróżka im mówi: "karta na małżeństwo jest odwrócona" - co znaczy, że ta osoba nie wstąpi w związek małżeński. I co teraz robić? I dalej się te karty rozkłada, i następna karta mówi, że ta osoba musi gdzieś wyjechać, a potem jeszcze kolejna dopowiada, że trzeba pojechać do jakiejś ciotki. Wróżka radzi, by się z tą ciotką skontaktować, a potem znowu przyjść na wróżenie. Często wróżki znają się ze sobą, więc jedna dzwoni do drugiej: "wiesz, mam taką klientkę, co nie może wyjść za mąż, może byś zrobiła jej portret numerologiczny?" itd. Niejednokrotnie wróżki odprawiają także rytuały i dają instrukcje swoim klientom, w jaki sposób mająje ponawiać w domu. A jakże te rytuały są kosztowne: ile wydaje się na świece, wahadła czy rozmaite produkty spożywcze! Ludzie kupują te rzeczy kosztem nieraz wielu wyrzeczeń. Owszem, robi się również specjalne "rytuały na pieniądze", ale korzyści z nich są nieporównywalnie mniejsze od rozmaitych strat i nieszczęść, jakie się dzieją. Żeby je odżegnać, znowu się robi odpowiednie rytuały i to zło tak się napędza. Po jakimś czasie dana osoba powraca do wróżki i historia znowu się powtarza.

 

Wróżenia nie odbierałam jako grzechu, jako sprzeniewierzania się Bogu, bo nie miałam właściwie żadnych podstaw wiary, choć wiedziałam zawsze, że Bóg jest, i modliłam się do Niego. Uważałam, że na pierwszym miejscu w moim życiu stoi Bóg, a na drugim są karty. Sądziłam, że nie grzeszę, bo najpierw się modliłam, a potem sięgałam po karty. Pewnego jednak dnia córka doszła do wniosku, że moje zajmowanie się wróżbiarstwem źle wpływa na jej samopoczucie, i wręcz odbierała to jako zagrożenie dla dziecka, które nosiła pod sercem. Bardzo kochałam swoją córkę i kochałam już wtedy swego wnuka; bardzo pragnęłam zostać babcią, więc bez wahania odłożyłam to wszystko. Postanowiłam wziąć urlop od wróżenia, to znaczy nie zamierzałam się z nim rozstać na zawsze, ale na jakiś czas. Wśród wróżek panuje takie przekonanie, że nie można zostawić kart na przykład na tydzień i potem do nich wrócić; trzeba mieć z nimi kontakt codziennie, choćby tylko ich dotknąć.

 

Kiedy córka powróciła ze szpitala po urodzeniu dziecka, czuła się nie najlepiej. Jednocześnie zaczęły się problemy zdrowotne u noworodka, który po kilku tygodniach trafił do szpitala z ciężkim zapaleniem oskrzeli.

 

Ja byłam wtedy tak mocno zajęta, że nie starczało mi czasu na zajmowanie się kartami. Gdy mój wnuk miał dziewięć miesięcy, także i córka poszła do szpitala na operację. Doszłam wtedy do wniosku, że te karty ani wahadełko nie są mi właściwie potrzebne, że zajmowanie się nimi jest bardzo czasochłonne. Nagle znalazłam więcej czasu dla domu, na rozmowy telefoniczne z synem itd. Dotarło do mnie, że te wszystkie wieści, jakie miałam z kart - a upłynęło już ok. roku - właściwie się nie spełniły. Uświadomiłam sobie nawet, że gdybym kierowała się tymi wskazówkami, to moje życie nie byłoby przez to ani lepsze, ani bogatsze. Na przykład wcześniej robiłam w domu rytuały na oczyszczenie ze złych energii. Nagle tego wszystkiego zaprzestałam i okazało się, że nic złego się nie działo.

 

Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy wyspowiadałam się z tego wszystkiego, to po moim powrocie do domu woda w kranie zaczęła sama lecieć, samoczynnie włączały się urządzenia elektryczne, trzaskały meble. Przede wszystkim jednak dręczona byłam w nocy - po to, abym nie spała. Niekiedy byłam tak zmęczona i zmaltretowana, że noc w ogóle nie dawała mi wytchnienia. Miałam straszne sny, potworne koszmary. Doświadczałam w domu różnych obecności: szurania, pukania, przesuwających się cieni. Na szczęście nie widziałam jakichś okropności, widywanych nieraz przez inne osoby, które na przykład odprawiają czary. Tacy ludzie bardzo często doznają rozmaitych dręczeń i nękań po to, aby znowu zwracali się z prośbą o pomoc do wróżek i coraz bardziej się od nich uzależniali, i żeby to zaklęte koło się zamknęło. Kiedy sama byłam dręczona, to z tego powodu - jak wtedy myślałam - że "nie przestrzegałam zasad BHP", jak to się mówi w środowisku wróżek. To znaczy, że niewystarczająco się zabezpieczyłam za pomocą soli, świecy czy kredy lub nie zrobiłam potrzebnego rytuału. Ciekawe, że działo się to właśnie po mojej spowiedzi, kiedy po raz pierwszy wyznałam, że zajmuję się wróżeniem i magicznymi rytuałami.

 

Teraz, po kilku latach, myślę, że Pan Bóg chciał mi przez to pokazać, z kim ja się naprawdę zadawałam, bo w mniemaniu ezoteryków są to duchy opiekuńcze, dobre duchy, anioły - są nawet takie karty anielskie, którymi się wróży. Jeśli którykolwiek z wróżbitów, ezoteryków, magów itd. śmiałby się z tego, co mówię, to najlepiej niech sprawdzi to na sobie w ten sam sposób: niech idzie się wyspowiadać, ale szczerze, póki jest na tym świecie. Bo gdybym ja z tego wszystkiego, co przeżyłam ze złymi duchami, się nie wyspowiadała i z tym zmarła, to wszelkie opisy mąk piekielnych - tak uważam - są niczym wobec prawdziwych udręk. Piekło, tak to odczuwam, to nie sprawa miejsca, ale stan ducha, stan okropnej ciemności. Ja tę ciemność przeżywałam.

 

Jeżeli zdarzy się jakiś paskudny, brutalny gwałt, to każdy człowiek wie, że dla ofiary gwałtu jest to straszne przeżycie. Nad taką osobą się litujemy, staramy się, jak tylko możemy, znaleźć sprawcę, chcemy dla niego jakiejś wielkiej kary, bo to, co zrobił, jest okrutne. A demony przecież też to robią! Doświadczyłam tego po pierwszej spowiedzi, kiedy złe duchy nie dawały mi spokoju w nocy. Byłam bita, wykręcano mi policzki. Co z tego, że one nie mają ciała; kiedy biją, to zadają najprawdziwszy ból. Demon kopie, szturcha, nie pozwala się modlić. To jest prawdziwa walka duchowa o to, żeby się nie zniechęcić, aby nie przestać się modlić. W takich momentach jakże potrzebna jest pomoc kapłana, który to wszystko rozumie i udzieli pomocy. Ja bardzo wiele zawdzięczam pewnemu starszemu księdzu, który pierwszy raz z tego wszystkiego mnie Śwyspowiadał i w czasie późniejszych rozmów wyjaśniał mi, dlaczego wróżbiarstwo, karty, magia i tym podobne sprawy nie podobają się Bogu. Kapłan ten potrafił we mnie zakorzenić tę pewność, że Bóg nie pozwoli mnie skrzywdzić. I to naprawdę pozwoliło mi przetrwać te wszystkie udręki fizyczne i psychiczne. Wiem, że przez tego księdza Bóg dał mi szansę wyjścia ze zła, które czyniłam przede wszystkim z powodu swojej małej wiary i nieświadomości, że istotnie są to rzeczy grzeszne i bardzo niebezpieczne.

 

Kiedy wyszłam z tej pierwszej spowiedzi, to po raz pierwszy w życiu uświadomiłam sobie, że byłam może nie opętana, ale zniewolona. Kolejne spowiedzi przynosiły mi uczucie jakby nowego powrotu do tego życia, do samej siebie; wracałam także do zdrowia. Z domu usuwałam wszystko, co było związane z wróżeniem i czarami: amulety, przeróżne przedmioty, adresy z telefonami do moich koleżanek wróżek. Gdy przyszła kiedyś do mnie córka, poprosiłam ją, żeby wraz z innymi tego rodzaju przedmiotami wyniosła do śmietnika kartki ze starymi numerami telefonów. Zaraz potem córka się źle poczuła. Zrozumiałam wtedy, że tym oczyszczaniem mojego życia i powrotem do Boga nie mogę obarczać nikogo innego oprócz kapłana, bo to jakby dawało demonom prawo do atakowania tych osób. Przy wielokrotnym sprzątaniu mieszkania zauważyłam, że te wszystkie przedmioty się chowają, jakby nikną z oczu, aby nie zostały zauważone; po prostu za wszelką cenę trzymają się mieszkania, aby nadal być jakimś przekaźnikiem zła. Niektóre rzeczy paliłam, a inne zapakowywałam, modląc się, aby ich nikt nie znalazł.

 

Horoskopy, wahadło, karty czy w ogóle wróżbiarstwo rozbudza wciąż większe i większe pragnienie, aby zdobywać coraz więcej wiedzy i umiejętności, by zapisywać się na kolejne kursy, zawierać ciekawe znajomości w kręgach ezoteryków, wróżek, szamanek. Dana osoba uważa, że rozwija się coraz bardziej na drodze duchowego oświecenia, nie uświadamiając sobie tego, że zły duch coraz bardziej ją omamia. Powiedziałabym tak: zajmująca się tymi rzeczami osoba staje się jakby głośnikiem dla złego ducha, który jednak sam się nie ujawnia. Mówi się przy tym - i klienci w to wierzą - że są to wiadomości pochodzące od dobrych duchów. Ludzie małej wiary wierzą tam jakoś w Boga, uznają Kościół (albo też i nie) i uważają, że duchy te nie są dla nich realnym zagrożeniem, że nie są złe, że wróżenie nie stanowi dla nich jakiegoś niebezpieczeństwa. Chęć poznania przyszłości albo rozwiązania jakiegoś problemu jest w nich tak wielka, że czasami mówią: "a niech to będą nawet szatańskie karty, byleby tylko sprawa została rozwiązana". Nieraz wróżka stwierdzi: "będzie tak, jak Bóg tego chce" albo powie swemu klientowi, że trzeba się modlić do takiego czy innego świętego. Ale jej słowa nic dobrego nie znaczą, bo Bóg jest tu po prostu wplątywany w coś złego, co nie ma z Nim nic wspólnego.

 

Powiem szczerze, że ja się bardzo boję, co będzie ze mną, kiedy umrę. Nie sam fakt śmierci mnie przeraża, ale to, co będzie potem. Boję się, że te udręki, jakich teraz doświadczam jako pokuty, trwać będą jeszcze po mojej śmierci. Cała moja nadzieja w tym, że zdążyłam się z tego wszystkiego wyspowiadać i z całego serca żałować. Znałam pewną kobietę, o której wiem, że zajmowała się magią. Ja nie potrafię się za nią modlić. Świadomość tego, że ona przed śmiercią się nie wyspowiadała, jest dla mnie czymś strasznym. Na podstawie tego, co sama przeżyłam i nadal jeszcze przeżywam, wyobrażam sobie - choć nie wiem tego, bo to wie tylko sam Bóg - że przeżywa ona okropne męki. Mam nadzieję, że Bóg mi to wszystko wybaczył, bo karty, wróżby, czary to naprawdę nie jest droga do Boga, do zbawienia czy jakiegoś tam oświecenia.

 

Mówi się, że są na świecie takie krzywdy, których nie można do końca zapomnieć, choćby nawet się je wybaczyło. Ja myślę tak: gdyby Bóg tak bardzo mnie nie kochał, jak ja wiem, że mnie kocha, to byłyby to grzechy nie do wybaczenia. Moja obecna udręka w porównaniu z tymi pierwszymi dniami po spowiedzi jest już naprawdę niewielka. Mam nadzieję, że wiele już odpokutowałam na tej ziemi. Liczę również na to, że poprzez te moje wynurzenia, które traktuję jako rodzaj spowiedzi, chociaż jedna osoba zarzuci ezoterykę i pójdzie do spowiedzi. Gdybym nie zajmowała się wróżeniem, nie byłabym bita, dręczona, popychana, nie przeżywałabym wewnętrznych utrapień. Wszelka pomoc mojej córki, która czuwała przy mnie w nocy, abym się wyspała, niewiele dawała, bo i tak męczyły mnie duchy i koszmary, tak że ten sen był niewiele wart.

 

Za współpracę z duchami trzeba odcierpieć swoje i nikt w tym cierpieniu nie wyręczy. Moja znajoma poleciła pewnym ludziom założyć tzw. odpromienniki złych energii w domu i dokonać oczyszczających rytuałów. Wkrótce doszło w tym domu do dwóch samobójstw. Koleżanka wystraszyła się tego i zaprzestała wróżenia oraz uzdrawiania rękami. Na jej dłoniach otworzyły się wtedy straszne rany, z powodu których potwornie cierpiała.

 

Jeśli chodzi o mnie, to wahadłem posługiwałam się prawą ręką. Po odrzuceniu go dostałam takich nieopisanych bólów tej ręki, że wstawałam w nocy, machałam tą ręką i masowałam ją. Miałam wrażenie, jakby ktoś wyrywał mi palce ze stawów. W tej chwili są to bóle niewielkie, ale zdarzają się jeszcze takie bolesne bezwłady. W znacznie mniejszym rozmiarze zdarzało się to jeszcze w czasie wróżenia, ale mówi się w środowisku ezoteryków, że dzieje się tak z powodu zbyt wielkiego napromieniowania energiami. Radzi się, aby dotykać wtedy ręką kaloryferów, bo energia podobno znajduje w ten sposób ujście do ziemi. Myślę, że to cierpienie to moja pokuta i przejaw miłosierdzia Boga, który pozwala mi odcierpieć teraz to, czego nie będę już musiała odpokutowywać po tamtej stronie.

 

/Źródło: "Miłujcie się"/

 

Żródło: jerychomlodych.pl

0girl_witch.gif.d551843d651a3d222daca21637f5946b.gif

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Moje zdanie jest takie, że historia mogła mieć miejsce, jak najbardziej.

Znam osoby, które z powodu wróżenia lądowały w szpitalach psychiatrycznych, myślę, że pani powyżej również miała objawy z pogranicza psychozy.

Ja w swoim życiu również doznałam zniewolenia przez karty, tzn. nadużywałam pytań do kart. Były to okresy kryzysów w moim życiu, gdzie nie wiedziałam, jaki kierunek obrać. Z perspektywy czasu - karty pomogły mi w podjęciu pewnych decyzji - kiedy pytałam o konkretne rzeczy, które się miały wydarzyć w ciągu następnych maks. 3 dni. Natomiast wróżenie na dłuższe okresy - okazało się bezsensowne. Również pytania o uczucia kogoś do mnie - w większości to, że wróżyłam na te znajomości - pogorszyło sprawę, bo mając odpowiedź kart - nastawiałam się z góry, że osoba będzie się zachowywać tak a nie inaczej wobec mnie - rosły oczekiwania, marzenia, plany - osoba zachowywała się inaczej - jak byłam załamana itd. Jak zachowywała się zaskakująco dobrze - węszyłam podstęp, bo przecież karty pokazały... itp.

 

Obecnie uważam, że nasze odczucia wewnętrzne się nie mylą. Jeśli czujemy, że coś nie gra - to słusznie to odczuwamy, jeśli czujemy spokój, zadowolenie - to znaczy, że dzieje się "tak jak powinno na chwilę obecną". Wiem, że łatwo się mówi, że pod wpływem emocji się pyta kart o różne rzeczy, ale zastanówcie się, jak to działa na waszą podświadomość - czy jeśli padnie odpowiedź negatywna na pytanie, to z równą energią będziecie dążyć do zmiany pozytywnej? Czy może się załamiecie na długie tygodnie/miesiące/lata? A może podświadomie stracicie wiarę? Czy to nie zachwieje waszego poczucia wartości, pewności siebie? Jeśli tak - lepiej nie pytaj kart. Bo odbierasz sobie możliwość samodzielnego wpływu na zdarzenia.

 

U mnie nastąpił pewien przełom, kiedy postąpiłam wbrew wróżbie - i widzę z tego bardzo dobre korzyści. Zrobiłam to, co chciałam, mimo że wróżba mówiła, że będzie to możliwe za 3 lata, zrobiłam to w tym roku. Miałam bardzo dużo przeciwieństw - ale moja wola zwyciężyła. Sytuacja ta mnie wiele nauczyła. Wzmocniła. I nie muszę już pytać kart co dalej, bo cokolwiek się zdarzy - jakoś sobie poradzę. Czuję się lżej, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że robiąc coś w zgodzie z sobą - przynajmniej nauczę się na błędach i szybciej wyjdę na prostą - korzystając z kart - odbieram sobie możliwość nauki na błędach, bo tylko zaniecham prób, jeśli coś wyjdzie w kartach fatalnie. A nie chcę już więcej zaniechań w moim życiu. Słucham swoich uczuć i mówię wam, że spełnia się to, czego pragnę, tylko czasem trzeba poczekać na właściwy moment cierpliwie. Czasem ma się nie udać, z czasem pojmujemy dlaczego się nie udaje, i wszystko układa się w całość. Jeśli coś się nie udaje - to Bóg do nas mówi "na tą chwilę ma tak być i koniec". Jeśli nastąpi zmiana w nas lub na zewnątrz - wtedy rezultat może być diametralnie inny. Myślę, że właśnie dlatego wiara katolicka "kłóci się" z kartami. Bo Boga mamy w sobie, a karty biorą energię z nas, ale jest to jednak narzędzie zewnętrzne, karty mają swoją energię symboli, to my się z nimi integrujemy, ale zawsze będzie to coś na zewnątrz nas... i teraz sprawdzi Ci się jedna wróżba, to następnym razem pomyślisz sobie "skoro tamtym razem karty pokazały prawdę, to teraz też tak będzie"... i tak bez końca. Nie mówię, że karty kłamią. Mówię - że to co pokazują, może ulec zmianie, dzięki naszemu wpływowi. A może się tak stać, jeśli uznamy, że to my mamy władzę nad naszym życiem.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dziękuję Essa za bardzo ciekawą i obszerną wypowiedź <buziak><kwiatek>

Ja również uważam, że takie zdarzenie mogło zaistnieć, jednak nie generalizowałabym wszystkich osób wróżących, jak robi to autorka tego świadectwa, dla mnie autorka ewidentnie miała zbyt słabą psychikę i była zwyczajnie uzależniona od kart, co spowodowało takie, a nie inne jej odczucia.

Ze swojego doświadczenia mogę napisać, że są tygodnie, a nawet miesiące, kiedy wewnętrznie czuję iż muszą odpocząć od kart i wtedy ich nie tykam, to znów mam uczucie, że potrzebuję z nimi kontaktu, wtedy je rozkladam. Nigdy nie nosilam kart przy sobie, nigdy nie pytalam kart w co mam się ubrać, czy mam iść do lekarza, czy mam coś załatwić, zwyczajnie potrzebowałam to szłam i załatwialam. Pamietam, ze na początku mojej przygody z tarotem karty były w częstym użyciu, ale to głównie z ciekawości, jak i poznania ich.

Obecnie sparadycznie stawiam sobie karty (może raz w roku), a i tak po wszystkim stwierdzam- co ma być, to bedzie. Każdemu tłumaczę, że wróżba, to nie gotowa recepta, a nasze życie zależy od nas i naszych wyborów.

Obecnie czuję wewnętrzny przesyt, jakby "zmęczenie materiałem" i kart nie tykam, leżą sobie spokojnie w pudełeczku czekając na przypływ weny.

Traktowanie kart jak wyroczni (wszyscy na początku w to wpadają) jest błędne, bo karty mówią swoje, a życie swoje, nawet kiedy chcemy postępować zgodnie z tym co nam wróżba przekazała, to nie mamy możliwości ingerowania w dzialania osób trzecich, które mogą akurat stanąć na naszej drodze i sprawią, że zmienimy zdanie, zadziałamy inaczej i okazuje się, iż wrózba nie tak się spełnia jak powinna.

Moim zdanie dobrze mieć dystans do kart i tego co one nam przekazują, a przede wszystkim nie nadużywać wróżb, nie pytać ciągle o to samo i nie traktować odczytu kart jak nieomylnej wyroczni.

 

Zapraszam do podzielenia się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami :)

0girl_witch.gif.d551843d651a3d222daca21637f5946b.gif

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • 5 months later...

Ja zgadzam się, co do tego posta. Miałam podobnie. Od 6 miesięcy nie wchodziłam na forum i jest lepiej, ale czuję, że przestanę tu przebywać. Niestety, też byłam dręczona w nocy. Jak się modliłam to raz mi się duch zaśmiał. Chciałabym być z jednym chłopakiem nie wyszło. Jestem zadowolona nawet z tego teraz.

Jedna wróżka stąd radziła mi, żebym ograniczyła kontakt z wróżbami i tak zrobiłam przez 6 mc. Ja rozumiem, że ludzie są ciekawscy, co ich w życiu spotka. Tak samo ja byłam ciekawa. Tak samo pytałam się wróżek. Niestety taka jest prawa. Wszystko, co piszę w tym poście ta Pani to jest prawda. Niestety, co do samobójstw, aż tak źle nie było u mnie. Ktoś może się ze mną nie zgadzać, ale ja już wiem z czego moje niespanie po nocach, te duchy, koszmary, dotykanie, bicie, hałasowanie. Spanie po 2 godziny w nocy. Trzeba być ze wszystkim ostrożnym. Bardzo mi przykro, że to mówię, bo ostatnio też poprosiłam wróżkę o pomoc. Teraz jednak niestety odchodzę.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich .

Ja.karolina

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
[...]
Asiam, zaciekawiło mnie to co napisałaś. ja się zastanawiam po tym co piszesz nad czymś innym tylko nie wiem czy mam rację. Jeśli masz ochotę to odezwij się na pw, ponieważ nie chciałabym publicznie snuć jakiś wniosków :)
Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • 1 year later...

Wszelkie wróżby wywodzą się z czasów pogańskich. Religie monoteistyczne (tu chrześcijaństwo) w naturalny sposób zwalczają "konkurencję" (zresztą często anektując pogańskie wierzenia ponieważ z zakorzenioną tradycją niełatwo wygrać). Jednak wróżki/ wróżby/czary zawsze były zwalczane przez chrześcijaństwo z wielką zapalczywością (w powody nie wnikam, bo to nie ten temat). Osoby wierzące, o słabszej konstrukcji psychicznej tkwiące latami w takim dualizmie doprowadzają się do problemów  psychicznych opisanych powyżej. Potęga podświadomości nie zawsze działa na naszą korzyść

  • Lubię! 3
Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • 1 month later...

Dołącz do rozmowy

Możesz zacząć pisać teraz i zarejestrować się później. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

×
×
  • Utwórz nowe...