Skocz do zawartości

Sposóby na odcięcie od przeszłości/innej osoby


Polecane posty

Droga Sapsal - nigdy nie wątp w siebie, jest dla każdego szansa - zawsze, natomiast wybór zależy od nas, czy chcemy się zmienić, zaryzykować i postawić wszystko co dotychczas mamy na tak zwanym ostrzu noża. Jesteś wartościową, inteligentną i piękną kobietą, chciałabyś to poświecić dla mężczyzny, który zniszczył Twoją osobowość ? Najciężej się podnieść po pierwszej miłości, ale z biegiem czasu dostrzeżesz plusy tego co przeszłaś. Teraz zapewne zdajesz sobie sprawę jak potrafisz kochać, ale również masz świadomość tego czego nie powinnaś robić, czego unikać i na co uważać (szczególnie na cwaniackich absztyfikantów <cwaniak> ). W swym bólu, wręcz egzaltacji nie rozumiałam swoich bliskich, nie brałam pod uwagę jakichkolwiek rad, wypierałam wszystko czego nie chciałam widzieć i wiedzieć o mojej miłości. Stałam się roztrzęsioną egoistką, która pławiła się w swym bólu, wmawiając sobie, że nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć, bo chciałam wierzyć usilnie, że jestem najnieszczęśliwszą osobą na świecie. Jednocześnie w tym samym czasie poznawałam inne kobiety, dziewczyny, które wyszły z tego koszmaru, ale i takie, które zdecydowały się wrócić do niego powtórnie. To wyrwało mnie z tego marazmu, zrozumiałam, że nie chcę biernie egzystować, nie chce niszczyć swojego życia z kimś, kto nie jest wart nawet jednego mojego uśmiechu. Było cholernie ciężko, miałam raz gorsze, raz lepsze dni, ta moja miłość ciągle walczyła - może nie tyle miłość, co moje wyobrażenie o tym mężczyźnie.

Potem trafiłam na kwestie związaną z nićmi aka (w skrócie- niewidzialne nicie łączące osoby, które były dla siebie bliskie), zastosowałam więc tak jak Ty wizualizację. Odcięłam naszą nić , nawet postawiłam tego pana na scenie i go pożegnałam, życząc mu szczęścia. W pewnym czasie zaczęłam odczuwać jego emocje, jego stany emocjonalne, do takiego stopnia, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje, dlaczego czuje przeogromny smutek, skoro tak naprawdę nie mam do niego jakichkolwiek powodów. Uważam, że w pewien sposób wielkie miłości (rozdzielone) na zawsze pozostają ze sobą związane, nie tyle nićmi, co uczuciem, które jest twarde jak skała, ale dopóki Ty nie odetniesz się od niego myślami, będziesz nadal odczuwać jego stany emocjonalne. Po tym wszystkim co przeszłaś, po tej traumie związanej z poronieniem, po jego oszczerstwach, chcesz przez kolejne miesiące czuć to co on? Kochana, wierz i ufaj temu co nad Tobą czuwa, walcz o siebie, teraz jest ciężko potem będzie już lepiej. Każda z nas nie wyobrażała sobie życie bez mężczyzny, bez miłości, to było coś od czego uciekałyśmy, przelewając tym samym swoje obawy i kompleksy na związek, naiwnie wierząc, że mężczyzna jest w stanie nas dowartościować, wypełnić braki w naszych sercach.

Jak porozumiesz się ze swoją zagubioną duszą, będziesz wiedziała dokładnie co mam na myśli. Mężczyzna kiedy kocha kobietę jest w stanie dla niej zrobić wszystko, nie ma tutaj żadnego "ale", nie brońmy niedojrzałych emocjonalnie chłopców, bo to zazwyczaj kończy się wielkim rozczarowaniem.

 

Sapsal masz piękny nick, to znak od Twojego wewnętrznego scenarzysty, że on czuwa i Cię wspiera. Kiedy przyjdą ciężkie chwile, załamania, pamiętaj, że trzeba czekać, bo po burzy ZAWSZE wychodzi słońce <buziak>

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Polecam gorąco książki mówiące o kobietach, które kochają za bardzo. W internecie jest wiele świetnych artykułów i ebook w pdf - "Nie zależy mu na Tobie". Kiedy czytałam to wszystko na początku, za wszelką cenę wypieralam prawdę, myśląc naiwnie, że nie rozumiem tych kobiet i im mocno współczułam... oczywiście do czasu, kiedy dotarło do mnie, że moja doświadczenia pokrywają się z historiami tych kobiet.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Maleficent, dziękuję jeszcze raz. Ja zawsze wiedziałam, że za bardzo przywiązuję się do ludzi, bo wpuszczam ich do swojego życia po ogromnej selekcji, skrupulatnie dobieram sobie znajomych, jestem wymagającą osobą, ciepłą, pomocną, ale nie jestem nie wiadomo jak towarzyska, jak już kogoś wpuszczę to, to nie jest tylko na chwilę, to tak jakby już było na zawsze. No cóż swoje muszę przecierpieć, każdy musi. Zapoznam się z tymi książkami, może jak poznam historie innych kobiet, to łatwiej mi będzie przejść przez to wszystko. Szkoda, że nie można za pomocą wizualizacji zmienić czyichś uczuć, albo przynajmniej wymazać sobie pamięci :) Długo u Ciebie trwały te stany wyczuwania jego emocji? Przejdzie to z czasem? U mnie jest to trochę ciężkie do zniesienia. Chociaż zauważyłam jedną rzecz ostatnio, która mnie trochę pociesza i daje nadzieję, że jest już jakiś postęp. Co prawda on codziennie mi się śni, ale ostatnio w niematerialnej postaci, bardziej jako wspomnienie, imię, głos, nie widzę jego postaci, twarzy, nie mogę go dotknąć, zupełnie jak na początku naszej znajomości, więc może coś jest na rzeczy... Oby ;)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

To tak jak ja ! :D Mam małe grono znajomych, nie mówię tutaj o przyjaźni... bo w dzisiejszych czasach takie wartości jak przyjaźń - przemijają z wiatrem.

Hmn ile to wszystko trwało ? Około pół roku, wliczając w to jeszcze te sny... śnił mi się również codziennie, ale potem dotarło do mnie, że nie chcę czuć jego emocji, ani widzieć go w snach, bo po tym wszystkim co robił nie zasłużył na to (ale do tej pory czasami wraca...i mówi o swoich uczuciach do mnie).

Ale nawet wróżka stawiając mi karty powiedziała po 6 miesiącach od mojego rozstania, że ja nadal jestem w związku, ale był to raczej taki związek na poziomie świadomości.

Z czasem wszystko będzie się zacierać... i poczujesz ulgę :)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mam nadzieję Maleficent, że nie potrwa to długo, bo zdaję sobie sprawę ile czasu na niego straciłam, nie jestem młódką, mam te swoje dzieścia lat, nie jest to też moje pierwsze zawirowanie sercowe, ale wcześniej nie czułam takiego przywiązania, fascynacji, pożądania w stosunku do żadnego mężczyzny. Byłam silną kobietą, czasem nawet bałam się tego, że nigdy się nie zakocham bo odpychałam, odtrącałam mężczyzn, wiecznie coś mi się nie podobało, byłam wymagająca. W tym przypadku było inaczej, on mnie całkowicie zniewolił, nie wiem dlaczego, nie wiem jak to się stało, ale uzależniłam się, pierwszy raz w życiu, od drugiego człowieka, to było toksyczne i zarazem niebezpieczne, ale jakże kuszące. Na dłuższą metę to by się zrobiło bardziej chore, bo wszechogarniająca frustracja i poczucie, że nie jest w stosunku do mnie uczciwy, towarzyszyły mi każdego dnia. To było naprawdę męczące, zabierało mi całą moją energię, nie dostawałam nawet minimum tego, czego oczekiwałam. Może teraz cierpię i stoję w miejscu, mam trudności ze zrobieniem kroku do przodu, ale to przykre uczucie, te kajdany, które mnie trzymały, to, że nie mogłam tak naprawdę zrobić nic, bo byłam w związku, ciężko pracowałam aby było dobrze, niestety nie dostawałam tak naprawdę nic, nie czułam się bezpiecznie i pewnie, nie czułam się jak w związku, a mimo to miałam związane ręce i nawet nie potrafiłam szukać tego, czego zabrakło, gdzie indziej, u innego mężczyzny, bo zasady zasadami a ja staram się ich nie łamać. To wszystko już zniknęło i odczułam swoisty rodzaj ulgi. Wcześniej dusiłam się w tej relacji, ciągłe wątpliwości, przeczucia, że nie jest taki, jakim się przede mną pokazuje, te podejrzenia, natrętne myśli, poczucie, że ten związek to nie to, czego chcę, że nie dostaję tego, czego potrzebuję, że tylko ja się staram a do tanga trzeba przecież dwojga. Ciężko jest bardzo pogrzebać tę nadzieję, która sprawiła, że tkwiłam w tym wszystkim i miałam siłę dalej o to walczyć, mimo, że było bardzo źle. Ten mężczyzna miał być już tym jedynym, na całe życie, miałam z nim założyć rodzinę, mieliśmy mieć dziecko, mieliśmy razem wyjechać, zamieszkać, być ze sobą w normalny zdrowy sposób, ale się nie udało i to najbardziej boli. Żal tych 2 lat i pewnie jeszcze więcej, bo nie wiem czy ja teraz będę w stanie komukolwiek zaufać i po tym wszystkim, co przeszłam, stworzyć zdrową, opartą na zaufaniu relację i ile czasu zajmie mi wrócenie do życia. Boję się, że będę już sama, a nie potrafię już być, nie chcę. Kiedyś byłam typem samotniczki, dobrze się czułam w swoim towarzystwie, nie potrzebowałam innych ludzi, teraz to się zmieniło. Człowiek jest "zwierzęciem" stadnym, on, nie tyle co potrzebuje, ale to jest wpisane w jego naturę, że łączy się w parę, szuka tej drugiej połówki, żeby łatwiej było znosić trudy życia doczesnego. Ja naprawdę myślałam, że znalazłam swoją drugą połówkę, ale los i przeznaczenie od początku starały się nas rozdzielić, tak jakby były przeciwne tej relacji. Miałam nadzieję, że jak będę tak bardzo chcieć i się starać, walczyć, to mi się to opłaci, zostanę wynagrodzona za te wszystkie cierpienia, stało się jednak inaczej. No cóż pozostaje się z tym pogodzić i wyciągnąć, z tej przykrej lekcji od losu, wnioski na przyszłość . Refleksja i zaduma jeszcze nigdy nikomu przecież nie zaszkodziły. Ale przynajmniej zasypiam teraz bez zbędnych myśli, pytań dlaczego dziś nie zadzwonił i się nie odezwał przez cały dzień i bez natrętnych myśli mówiących pewnie z jakąś tam jest i mnie zdradza. Bez ciągłego stresu i niepokoju może łatwiej mi będzie szybciej stanąć na nogi.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kochana oczywiście, że staniesz na nogi, ale musisz przez to piekło przejść i nie oglądać się za siebie. W życie każdego z nas są wpisane porażki, ale te porażki są po to, aby nas kształtować, dają nam wiedzę na poziomie świadomości i podświadomości. Najgorsze co człowiek może zrobić w sytuacjach kryzysowych to się poddać. Upadłaś, potknęłaś się, nie obwiniaj się o to, musisz wstać i iść dalej, dla siebie, dla swojego osobistego szczęścia.

Ty dalej jesteś tą silną, niezależną kobietą, o której mówisz i wspominasz przed tym, jak poznałaś owego absztyfikanta, tylko aktualnie ona jest zagłuszona wielkim bólem, strachem i takim poczuciem zdrady... Ta Twoja kobiecość jest wciśnięta gdzieś w zakamarki duszy, która na ten czas opłakuję odrzuconą miłość. Zdajesz sobie sprawę z tego, że potrafisz kochać, walczyć, starać się, ale musisz pamiętać o tym, że związek ZAWSZE składa się dwóch osób, nie jednej. I choćbym nie wiem jak silne uczucie było między partnerami, to zaburzona równowaga w jakimkolwiek aspekcie tych relacji tj. dawanie-branie, progres-regres, rozmowa-milczenie, doprowadzi do zniszczenia fundamentów związku. Możesz walczyć, aby ratować tą miłość, ale jest to jedynie jałowa walka, która przynosi więcej spustoszenia niż pomocy. Później człowiek jest na takim etapie wspominania, rozdrabniania wszystkiego na części pierwsze, dziesiąte - ja analizowałam cały nasz związek miliony razy, wypierałam z siebie negatywne sytuacje, a na piedestał stawiałam tylko ulotne chwile, które dawały mi w pewien sposób fałszywe poczucie bycia kochanej, przez kogoś, kto tak naprawdę nie potrafi kochac. I ta nadinterpretacja. W każdej kwestii. Nadinterpretacja uczuc. Nadinterpretacja mysli. Nadinterpretacja serca. Nie dało to mi, ani innym kobietom, niczego oprócz marnowania swojego cennego czasu, na stanie w miejscu i rozmyślaniu o przeszłości.

Może Ci się wydawać, że to była piękna miłość, jedyna... niepowtarzalna, wielka, ta pierwsza i, że nie jesteś w stanie nikogo obdarzyć tak silnym uczuciem jak jego, bo przecież on był idealny, tak idealny, że patrząc na niego świat mógłby w tym momencie nie istniec. To jest kłamstwo. Nie warto wypierac prawdy, on nie zrobił nic, co mogłoby świadczyć o tym, iż żałuje swojej decyzji w stosunku do Ciebie. Nie zrobił nic, aby ratowac Wasz związek.

 

Przyjdzie czas, gdy spotkasz tego przeznaczonego dla Ciebie mężczyznę i będziesz zastanawiała się na tym, jak to mozliwe, że tak bolało, tak cierpiałaś, a teraz to niby wielkie uczucie jest nic nieznaczącą nicością, resztką pamięci i sentymentu.

Twój czas teraz - jest czasem dla Ciebie, dla odbudowania tego co zostało zepsute, uwierz w siebie, w swoją kobiecosc, w to, że zasługujesz na odpowiedniego partnera, może to trochę egoistyczne, ale tej cząstki egoizmu potrzebujesz.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • 4 weeks later...

Maleficent, nie wiem jak to się stało ale nie odpisałam na Twoją wiadomość. Dopiero się zorientowałam. Przepraszam i jednocześnie dziękuję Ci bardzo, za te słowa pocieszenia i za uświadomienie mi pewnych rzeczy. Naprawdę podniosłaś mnie na duchu. Życzę Ci wszystkiego co najlepsze i pozdrawiam serdecznie ;)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

maleficent podobają mi się Twoje wypowiedzi, bardzo mądrze piszesz! Po przeczytaniu pierwszej wypowiedzi zamieszczonej przez Nadzieję już układałam sobie słowa, które miałam zamiar napisać, ale trafiłam na Twoją wypowiedź i muszę stwierdzić, że zawarłaś w niej wszystko, to co ja miałam na myśli :)

 

Sapsal, zawalcz o siebie, bo warto! :)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • 2 weeks later...

Mariko dziękuję ;) Pisze to wszystko od serca, a słowa poprze są moim doświadczeniem w tej kwestii.

 

Nie wolno się poddawac, nigdy, trzeba walczyć o własne szczęście :)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • 3 years later...
Dnia 13.10.2015 o 19:29, maleficent napisał:

Nie wolno się poddawac, nigdy, trzeba walczyć o własne szczęście :)

To zdanie powinno być u samej góry tego tematu! :)

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
  • 10 months later...
Dnia 18.07.2014 o 01:54, Ismena napisał:

Ja nie jestem przekonania do wykonywania rytuałów, czy to ze świecą, czy bez, poczekamy może ktoś odpowiedni wypowie się na ten temat.

 

Znam inną metodę. Przyznam, że bardzo skuteczną (wypróbowałam na sobie). Trzeba w to włożyć dużo determinacji i chęci, bo samo nic się nie zrobi. Jeżeli chcesz o czymś/kimś zapomnieć, to jeśli jest to jakaś osoba - to po pierwsze przestajemy kontaktować się z nią, nie szukamy o niej informacji, nie podglądamy na profilach społecznościowych, wyrzucamy zdjęcia, pamiątki - jednym słowem pozbywamy się wszystkiego co przypomina  lub może przypominać tę osobę. Myśli o tej osobie najlepiej zastąpić innymi - o nowej pasji, znajomych, pracy itp. Jak również swoją uwagę skupiamy na pasji, zainteresowaniach, pracy - po prostu na czymś innym, co sprawia nam radość, daje poczucie satysfakcji itd.

 

Moja metoda polega na wizualizacji runy Isa. Runa jest pomocna, przy odcięciu się od bolesnej przeszłości, tego co dawno temu się wydarzyło, a nadal w jakimś stopniu ma wpływ na nasze życie. Wizualizacja runy w sposób, który opiszę ma pomóc w eliminacji bolesnych wspomnień. Jednak wcześniej zastanów się,  czy na pewno jesteś w stanie definitywnie odciąć się, czy masz na to siłę i czy jesteś gotowa/y na otwarcie nowego rozdziału, już bez tej konkretnej osoby. Z runą, tak jak i z każdą inną nie można zbyt długo pracować, dlatego im większa będzie determinacja i chęć pozostawienie za sobą przeszłości - tym lepiej.

 

Można najpierw narysować sobie schemat na kartce, a później przenieść go do wyobraźni. Na środki kartki rysujemy runę, po jej prawej stronie rysujemy/piszemy swoją przeszłość (czyli od czego chcemy się odciąć), po lewej stronie umieszczamy przyszłość - swoją osobę oraz np. nasz uśmiech, nowe plany, marzenia. Następnie przenosimy schemat do wyobraźni i wyobrażamy sobie przeszłość/osobę z przeszłości, wspomnienia, wszystko o czym chcemy zapomnieć, następnie wyobrażamy sobie, że to wszystko nie idzie dalej, nie ma wpływu na teraźniejszość i naszą przyszłość, że te wszystkie wspomnienia są zatrzymywane przez runę, a my jesteśmy szczęśliwi, uśmiechnięci, odważnie planujemy życie itd. 

Tę metodę warto powtarzać nawet kilka razy dziennie. Ale metoda to jedno, a postawa również jest ważna i albo definitywnie wszystko wyrzucacie, odcinacie się albo nie... Żeby nie było tak, że np. podczas tej wizualizacji na drugi dzień przeglądacie facebooka i szukacie informacji i nowości o osobie, od której chcecie się odciąć.

 

Schemat:

cats.jpg.b1934afce3e7897981935c13bee02eef.jpg

Zgadzam się, konsekwencja jest bardzo istotna. Na początku niestety jest to bardzo bolesny moment, ciężkie dni ale potem odczuwa się ulgę i świeżą moc.

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 6.06.2015 o 17:28, zuzza napisał:

Przezylam cos podobnego kilka razy I z doswiadczenia wiem ze uciekanie od bolu nic nie da. Mozesz isc na zakupu, spotkac sie z kims, do kina, zalatwiac sprwy zwiazane z wyjazdem a potem... przychodzi ta jedna chwila I bol wola o swoje!!

Prawie w kazdej kulturze jest zaloba. Rozstanie to taka wlasie zaloba. Bylo sie z kims I oddalo mu sie czesc siebie, po rozstaniu ta czesc nas odchodzi razem z nim. I co trzeba zrobic?

Determinacja zeby sie odciac nic nie da!! jezeli tak sie postapi to ta osoba moze w troche bledszym switele, ale wciaz bedzie w nas. Zal za krzywde, wspomnienie,zapach. Ja kiedys musialam wyjsc z kolejki bo jakis facet uzywal tego samego zapachu co on! zrobilo mi sie niedobrze, myslalam ze zwymiotuje tam w tym sklepie. Trzy lata trwala moja depresja.

Teraz jest inaczej ten zapach wciaz mi go przypomina, ale jak go czuje to jest mi milo, bo pozwolilam sobie na zalobe.

uciekanie nic nie da, trzeba poczuc ten bol cala soba, wyplakac I miec w glowie caly czas swiadomosc ze mam do tego prawo!

Mam prawo cierpiec po rozstaniu, a jak zaloba minie zaczyna sie nowy etap.

Tak właśnie to pojmuję na dzień dzisiejszy. U mnie żałoba trwała 2 lata.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do rozmowy

Możesz zacząć pisać teraz i zarejestrować się później. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

×
×
  • Utwórz nowe...