Skocz do zawartości
Zaloguj się, aby obserwować  
Sapsali

Ciekawe spotkanie- czy to przypadek?

Polecane posty

Sapsali

Nie wiem czy to odpowiedni dział, ale korzystając z mojej bezsenności, chciałam się czymś z Wami podzielić. Od razu uprzedzam, poniosło mnie jak zwykle... Tekstu jest dużo, ale może i komuś trochę pomoże. Może ktoś też czuje się podobnie jak ja i szuka ukojenia.

 

Do rzeczy. Analizując swoje życie i wszystko co w nim się wydarzyło, tak się zastanawiam w jakim stopniu mamy wpływ na to, co się z nami dzieje. Czy wszystkie zdarzenia i spotkania są przypadkowe, czy z góry ustalone przed naszymi narodzinami. Ja mam wrażenie, że jakieś złe siły sprzysięgły się przeciw mnie i tańczę jak mi zagrają, kompletnie nie mam wpływu na to, co się dzieje w moim życiu. Kiedy inni łączyli się w pary, poznawali swoje pierwsze miłości, mieli pierwsze zawody miłosne, ja pogrążona byłam w książkach i nauce, kiedy inni korzystali z życia, spotykali się, randkowali, ja ciężko pracowałam, walczyłam z depresją i poczuciem, że tu nie pasuję, że nie tu jest moje miejsce, próbowałam to miejsce opuścić, na szczęście nieskutecznie. Kiedy inni zakładali własne rodziny, doczekali się własnych dzieci, ja dopiero zaczynałam wkraczać w świat relacji damsko- męskich, randkować, poznawać nowych ludzi, przeżywać rozterki i niepowodzenia i cierpieć z powodu nieszczęśliwej miłości. Kiedy inni mają stabilne życie, moje jest w rozsypce, bo zbieram się po tragicznych przejściach. Czy taki był zamysł mojego życia tutaj? Wiecznie ostatnia, spóźniona i cierpiąca? Kiedy ja zapragnęłam ułożyć sobie życie, mieć męża i dzieci, inni już dawno mają wszystko poukładanie, mają już własne mieszkania, partnerów, dzieci, pracę, stabilne życie. A ja? Trafiam na ludzi podłych, którzy tylko czekają na to by, mnie wykorzystać i skrzywdzić. To takie niesprawiedliwe. Poprosiłam Liv aby mi powróżyła na temat mojej sfery uczuciowej. Jej odpowiedź bardzo mnie przygnębiła, pomyślałam, że życie nie szykuje dla mnie niczego dobrego, że to dopiero początek mojego cierpienia, że będę samotna, nieusatysfakcjonowana relacjami z mężczyznami, nieszczęśliwa. Załamało mnie to na tyle, że zbuntowałam się i powiedziałam sobie "Ok, tak ze mną pogrywa życie, więc i ja od tej pory będę sobie z nim pogrywać, od dziś przestaję być grzeczna, miła i dobra, będę czerpać z niego garściami,będę wykorzystywać mężczyzn i bawić się nimi, tak jak oni mną, odrzucam wszystkie moje zasady i wartości jakie wyznawałam do tej pory, wszelkie zahamowania, nic już się nie liczy bo nie mam nic do stracenia, więc nie ma ryzyka nie ma zabawy, prawda? Starałam się żyć w zgodzie i w harmonii z drugim człowiekiem, płakałam jak widziałam czyjeś łzy, chore dzieci, biedne kotki czy pieski, litowałam się nad biednymi i cierpiącymi, kupowałam bezdomnym jedzenie, przeprowadzałam przez ulicę staruszki, pomagałam jak tylko mogłam i co? Nic z tego nie mam. Tylko samo zło mnie spotyka? Za co? O nie, tak dłużej nie będzie". Z tak bojowym nastawieniem pojechałam do Poznania. Gdy weszłam do pociągu i do mojego przedziału, siedziała w nim bardzo sympatyczna kobieta, uśmiechała się do mnie i od słowa do słowa przeszłyśmy do rozmowy na różne tematy, w jakiś dziwny sposób rozmowa zeszła na tematy życia duchowego, ezoterykę, numerologię. wróżby i chęć poznania przyszłości. Okazało się, że owa kobieta się tym interesuje i zajmuje zawodowo, a więc pomaga uzdrawiać, zmieniać nastawienie i pracuje z energią. Czy to zbieg okoliczności? Że akurat kiedy zwątpiłam i załamałam się, pojawiła się na mojej drodze? Zupełne jakby ktoś ją przysłał. Podczas podróży rozmawiałyśmy o naszych życiach, dzieliłyśmy się własnymi doświadczeniami, ona mówiła o swoim rozwoju duchowym, stwierdziła, że mam zadatki do jasnowidzenia, tylko muszę to w sobie rozwinąć, że powinnam się rozwijać bo moja dusza aż się do tego rwie itp. Ściemnia, kombinuje, pewnie to jakiś szarlatan nie człowiek- tak by mógł pomyśleć ktoś, kto jest sceptycznie nastawiony do tego, co niewidoczne dla zwykłych ludzkich oczu. Dla mnie to było bardzo oczyszczające doświadczenie, poczułam się zrelaksowana i pełna pozytywnej energii. Wreszcie mogłam poznać odpowiedź na pytania, które od dawna mnie interesowały, porozmawiać z kimś o tym, czym sama się interesuję i co mnie fascynuje i w jakimś sensie doznać pocieszenia, że mamy jednak wpływ na własne życie, że możemy tak naprawdę osiągnąć wszystko, co tylko sobie zamarzymy ale musimy w to głęboko wierzyć, że są istoty, które nas chronią, opiekują się nami i możemy je prosić o pomoc, że one chętnie tej pomocy udzielają, wręcz czekają aż się ich o nią poprosi bo nie mogą działać sami bez naszej zgody, potrzebują pozwolenia. Że te sygnały, liczby, powtarzające się znaki to właśnie próba zwrócenia naszej uwagi na to, by zwrócić się do nich o pomoc.W trakcie tej całej rozmowy dostałam wypieków na twarzy, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło, nigdy z taką pasją z nikim nie rozmawiałam, z nikim też się tak nie rozumiałam, dostawałam takie odpowiedzi na pytania, które sprawiły, że znów zaczęłam mieć nadzieję. Dowiedziałam się o potędze pozytywnego myślenia i afirmacji, pomimo, że dużo na ten temat czytałam i nie raz temat wałkowany był tu na forum, jednak co innego przeczytać a co innego usłyszeć z ust kogoś, kto sprawdził na sobie i zarzeka się, że to działa. Może to naiwne ale mam wrażenie, że ktoś zesłał mi tę kobietę, żeby mnie pocieszyła. Natrafiłam na film "Nasz dom", zapoznałam się z książką "Wędrówki dusz" i upewniłam się w przekonaniu, że to spotkanie nie było przypadkowe. Że w momencie kiedy postanowiłam zboczyć ze swej drogi, obrać złą ścieżkę, pojawił się ktoś aby mnie z niej zawrócić możliwie jak najszybciej i co najdziwniejsze udało się. Kto wie co by się mogło stać, gdybym dalej tkwiła w swoim buncie, jak bardzo bym mogła skrzywdzić zarówno innych jak i siebie. I teraz po lekturze zastanawiam się czy to nie był ktoś zesłany przez mojego przewodnika- nauczyciela duchowego, a może to sam przewodnik duchowy w materialnej postaci...Ta kobieta miała takie ciepłe i rozumiejące spojrzenie, biła od niej tak pozytywna energia ale też spokój i cierpliwość, nie wiem ale wydawało mi się, że się znałyśmy na długo przed naszym spotkaniem, stąd tak swobodnie czułam się w jej towarzystwie. Podczas rozmowy zauważyła jak bardzo jestem zniewolona przez miłość do mężczyzny, jak nie potrafię wyrzucić go ze swojego życia, przetłumaczyła mi, że nigdy nie kończy się to, co jest dobre, że to było złe, dlatego nie miało racji bytu i że powinnam się cieszyć, że się od tego uwolniłam. Zrobiła mi, jak sama to nazwała, "rozłączkę energetyczną" z tym człowiekiem, nie wiem czy podziałało ale czuję się trochę spokojniejsza, na tyle bym mogła zająć się własnymi sprawami, bez pogrążania się w niekontrolowane myśli o nim. To spotkanie dało mi taką energię i takiego powera, że zaczęłam znów mieć motywację do działania, oby tylko nie chwilową i teraz czuję, że coś może zmienić się na lepsze, że muszę tylko być cierpliwa i dalej robić swoje.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Marika
Do rzeczy. Analizując swoje życie i wszystko co w nim się wydarzyło, tak się zastanawiam w jakim stopniu mamy wpływ na to, co się z nami dzieje. Czy wszystkie zdarzenia i spotkania są przypadkowe, czy z góry ustalone przed naszymi narodzinami.

Nie ma czegoś takiego jak przypadek, wszystko co nas spotyka, wszystkie osoby, które pojawiają się w naszym życiu, pojawiają się po coś. Zazwyczaj pomagamy sobie wzajemnie, chociaż często świadomie tak tego nie odbieramy. Każdy kto "zarysuje" się na naszej ścieżce życia w jakiś sposób wpływa na nasz rozwój. Każda z tych osób popycha nas dalej i dalej... z kolei my tak samo działamy na te osoby. Można mówić o obopólnych korzyściach. Może to zabrzmi strasznie, ale najbardziej rozwijające są dla nas lekcje, które niosą ból, cierpienie. To właśnie dzięki nim, stajemy się mocniejsi, wytrwalsi oraz wyciągamy cenne wnioski. Z tego względu spotkani ludzie, nie są tylko po to, aby nas uszczęśliwić, sprawić, aby nasze życie było radosne i pełne pięknych chwil, ale również pojawiają się, aby nauczyć nas bólu, tego, aby podnieść się po porażce, pokonywać przeszkody i iść dalej. Można powiedzieć, że uczą nas życia. To samo z wydarzeniami. Wszystko to co nas spotyka nie jest bez celu. Człowiek przychodzi na ten świat z konkretnym zadaniem (lub zadaniami), które powinien wykonać. A żeby to zrobić musi mieć kogoś do pomocy, właśnie w tym celu pojawiają się ludzie, w tym celu inicjowane są różne wydarzenia, tzw. "zbiegi okoliczności", "przypadki". Część wydarzeń, to konsekwencja podjętych decyzji w przeszłości oraz wpływ innych ludzi. Patrząc na to wprost, myślimy, że to co nas spotyka, musi być jakimś przypadkiem, a przy bliższej obserwacji, dokładnej analizie można dużo więcej zauważyć. Zawsze coś się ze sobą wiąże. Dużo zależy od nas samych, bo mamy wolą wolę dlatego też można pójść drogą A albo drogą B, aby za chwilę przejść na drogę C. I to będzie nasz świadomy wybór, ale on pociągnie za sobą szereg innych wydarzeń, okoliczności, sytuacji i ludzi. Możemy wybierać i podejmować jakie chcemy decyzje i w ten sposób iść przez życie. Wydaje mi się, że konkretne plany nie zostały ustalone przed narodzinami. Owszem jakieś plany są, ale nie takie ścisłe, dokładne co do sekundy i każdego dnia naszego życia. Bardziej skłaniałabym się ku temu, że mamy do wyboru wiele dróg, które w rezultacie i tak prowadzą do jednego punktu - do wypełnienia zadania. Na każdej z tych dróg, może być zaznaczona pewna ilość punktów, które są istotne dla nas, naszej ziemskiej wędrówki. Mogą być także zaznaczone wydarzenia przełomowe oraz osoby, które odegrają ważną rolę w naszym życiu itp. Tak jak wspomniałam w zależności od podjętych decyzji, idziemy jedną drogą albo przechodzimy, zawracamy, wybieramy drugą, czy kolejną.

 

Ja mam wrażenie, że jakieś złe siły sprzysięgły się przeciw mnie i tańczę jak mi zagrają, kompletnie nie mam wpływu na to, co się dzieje w moim życiu.
Jestem zdania, że zawsze mamy to co chcemy mieć. Jeśli w coś wierzymy, to tak się dzieje. To samo dotyczy różnych uroków, klątw itp. Jeżeli ktoś nam zrobi żart i powie, że rzucił na nas klątwę i jeżeli w to uwierzymy, chociaż w rzeczywistości nic takiego się nie wydarzyło, to raz dwa zaczniemy odnajdywać w naszym życiu sytuacje, zdarzenia, które będą nas utwierdzać w przekonaniu, że rzeczywiście klątwa działa... A jeśli nie uwierzymy, nic takiego się nie wydarzy. Taki efekt placebo. Tak jest i z negatywnymi myślami. Jeżeli każdego dnia narzekamy, płaczemy i przeklinamy los - to nie robimy nic innego jak tylko programujemy się na jeszcze więcej negatywnych wydarzeń. Mamy to o czym myślimy. Podobnie jest z Tobą i tymi "złymi siłami". Uwierzyłaś, że takie coś jest obecne w Twoim życiu i tym samym pozwoliłaś, aby tak właśnie było. A kolejne myśli lub kolejne takie zdarzenie, nakręca tę spiralę i ponownie myślisz, że masz źle, że to te złe siły, ze to i tamto. W rezultacie jesteś w samym środku wiru, który sama stworzyłaś i który Cię coraz bardziej wciąga.

 

Kiedy inni łączyli się w pary, poznawali swoje pierwsze miłości, mieli pierwsze zawody miłosne, ja pogrążona byłam w książkach i nauce, kiedy inni korzystali z życia, spotykali się, randkowali, ja ciężko pracowałam, walczyłam z depresją i poczuciem, że tu nie pasuję, że nie tu jest moje miejsce, próbowałam to miejsce opuścić, na szczęście nieskutecznie. Kiedy inni zakładali własne rodziny, doczekali się własnych dzieci, ja dopiero zaczynałam wkraczać w świat relacji damsko- męskich, randkować, poznawać nowych ludzi, przeżywać rozterki i niepowodzenia i cierpieć z powodu nieszczęśliwej miłości. Kiedy inni mają stabilne życie, moje jest w rozsypce, bo zbieram się po tragicznych przejściach. Czy taki był zamysł mojego życia tutaj? Wiecznie ostatnia, spóźniona i cierpiąca? Kiedy ja zapragnęłam ułożyć sobie życie, mieć męża i dzieci, inni już dawno mają wszystko poukładanie, mają już własne mieszkania, partnerów, dzieci, pracę, stabilne życie.
Przede wszystkim nie porównuj się do innych, bo Ty, to Ty. Istota piękna i wyjątkowa, posiadająca oryginalną osobowość, talenty, uzdolnienia, wady i zalety. Nie musisz być taka jak inni i nie dąż do tego. Bądź sobą i miej życie takie jakie Ciebie satysfakcjonuje. Skąd wiesz, czy inni rzeczywiście mają tak pięknie jak to wygląda na zewnątrz? Poza tym, każdy ma własny czas tak samo jak i na wszystko przychodzi odpowiednia pora. Nie jest możliwe, aby wszyscy ludzie tak samo się realizowali i rozwijali. Jedni wychodzą za mąż w wieku 18 lat, inni w wieku 45 i to jest najzupełniej w świecie normalne. Każdy ma inne priorytety. A poruszając inną kwestię, Ty masz na pewno inne zadanie do realizacji niż Twoi znajomi itp. Piszesz o cierpieniu, depresji, ale właśnie może tego musiałaś doświadczyć, aby coś zrozumieć, aby stać się silniejszą? Przychodząc na ten świat, nasza dusza musi się uczyć, zbierać doświadczenie. Cześć już mamy, z poprzednich wcieleń, część zdobędziemy w kolejnych. Jesteśmy tutaj, bo tak wybraliśmy. A odnosząc się do Twojej osoby - Twoja dusza wybrała takie życie, najpewniej po to, doświadczyć tego wszystkiego co się u Ciebie teraz dzieje. Pytasz "Czy taki był zamysł mojego życia tutaj? Wiecznie ostatnia, spóźniona i cierpiąca?" widocznie tak, ale nie odbieraj tego w taki sposób. To co Ty postrzegasz jako najgorsze co Cię mogło spotkać, w gruncie rzeczy może być najlepsze, właśnie dla Twojej duszy, a w rezultacie dla Ciebie całej. O czym możesz przekonać się dopiero w przyszłości.

 

A ja? Trafiam na ludzi podłych, którzy tylko czekają na to by, mnie wykorzystać i skrzywdzić. To takie niesprawiedliwe.
W żadnym wypadku to nie jest niesprawiedliwe... owszem tak możemy to postrzegać, bo patrząc na nasze życie nikt nie chciałby cały czas mieć pod górkę. Każdy chciałby mieć w miarę szczęśliwe i poukładane życie, ale... nie każdy może. Tak jak wspominałam - tacy ludzie tak naprawdę wnoszą najwięcej nauki. Zobacz, czy gdybyś spotykała samych dobrych ludzi, to czy wtedy zwróciłabyś na nich taką uwagę, jak zwracasz teraz na tych "podłych"? Pewnie nie. Byłabyś radosna, że otaczasz się takimi ludźmi i dla Ciebie byłoby to normalne. Po coś Ci ludzie stają na Twojej drodze i na pewno nie robią tego specjalnie, ale maja w tym jakiś cel. Chociaż Ty tego tak nie odbierasz, oni wnoszą w Twoje życie naukę, a Ty robisz to samo, z ich życiem.

 

Poprosiłam Liv aby mi powróżyła na temat mojej sfery uczuciowej. Jej odpowiedź bardzo mnie przygnębiła, pomyślałam, że życie nie szykuje dla mnie niczego dobrego, że to dopiero początek mojego cierpienia, że będę samotna, nieusatysfakcjonowana relacjami z mężczyznami, nieszczęśliwa.

To jest tylko wróżba, która może się sprawdzić, ale nie musi. Wróżba, to pewna możliwość na tę chwilę. Biorąc pod uwagę, to że będziesz cały czas iść drogą A. A jeśli zbuntujesz się i zejdziesz na drogę B? Wtedy zmienisz wszystko i wtedy też najprawdopodobniej ta wróżba nie znajdzie odzwierciedlenia w Twoim życiu. Wróżba to nigdy nic pewnego, dlatego po otrzymaniu mało przychylnej prognozy nie można się załamywać. Taka prognoza powinna być wskazówką, dzięki której można coś zmienić, bo skoro wiemy jak może być, to jeszcze łatwiej jest zrobić coś, aby tak nie było prawda? Myśląc, że życie nie szykuje dla Ciebie nic dobrego, jesteś w ogromnym błędzie :) Życie, to nie tylko sfera uczuciowa, czy zawodowa. Życie, to szereg innych sfer, wydarzeń i aspektów, a ograniczanie się tylko do jednego nie jest dobrym wyborem. Wybierając i skupiając się na jednym, zaniedbuje się pozostałe...

 

Załamało mnie to na tyle, że zbuntowałam się i powiedziałam sobie "Ok, tak ze mną pogrywa życie, więc i ja od tej pory będę sobie z nim pogrywać, od dziś przestaję być grzeczna, miła i dobra, będę czerpać z niego garściami,będę wykorzystywać mężczyzn i bawić się nimi, tak jak oni mną, odrzucam wszystkie moje zasady i wartości jakie wyznawałam do tej pory, wszelkie zahamowania, nic już się nie liczy bo nie mam nic do stracenia, więc nie ma ryzyka nie ma zabawy, prawda? Starałam się żyć w zgodzie i w harmonii z drugim człowiekiem, płakałam jak widziałam czyjeś łzy, chore dzieci, biedne kotki czy pieski, litowałam się nad biednymi i cierpiącymi, kupowałam bezdomnym jedzenie, przeprowadzałam przez ulicę staruszki, pomagałam jak tylko mogłam i co? Nic z tego nie mam. Tylko samo zło mnie spotyka? Za co? O nie, tak dłużej nie będzie".
Miałaś z tego i to bardzo dużo, tylko nie dostrzegałaś tego. Byłaś i mam nadzieję, że nadal jesteś bardzo dobrym człowiekiem. Naprawdę w dzisiejszych czasach jest mało takich ludzi, mało kto potrafi się zatrzymać i poświecić kilka minut, aby pomóc starszej pani. To tylko świadczy o tym, jakim jest człowiekiem. Ty zrobiłaś wiele pięknych uczynków, masz dobre serce i potrafisz pomóc Tym, którzy tej pomocy oczekują. Nie wahasz się. Tak naprawdę wszystkie te czyny, pochodziły z głębi Twojego serca i pomagając innym, pomagałaś również sobie.

 

Z tak bojowym nastawieniem pojechałam do Poznania. Gdy weszłam do pociągu i do mojego przedziału, siedziała w nim bardzo sympatyczna kobieta, uśmiechała się do mnie i od słowa do słowa przeszłyśmy do rozmowy na różne tematy, w jakiś dziwny sposób rozmowa zeszła na tematy życia duchowego, ezoterykę, numerologię. wróżby i chęć poznania przyszłości. Okazało się, że owa kobieta się tym interesuje i zajmuje zawodowo, a więc pomaga uzdrawiać, zmieniać nastawienie i pracuje z energią. Czy to zbieg okoliczności? Że akurat kiedy zwątpiłam i załamałam się, pojawiła się na mojej drodze? Zupełne jakby ktoś ją przysłał.

To jest właśnie to o czym pisałam wyżej. Nic nie dzieje się przypadkiem i także tej kobiety nie spotkałaś przypadkiem. To spotkanie musiało zaistnieć, być może właśnie dlatego, abyś zrozumiała sens swojego życia i zaczęła całkiem inaczej patrzeć na otaczający Cię świat. Wydaje mi się, że na chwilę obecną, gdy ezoteryka wciąż jest tematem tabu, ciężko jest spotkać kogoś, kto otwarcie mówi, że się nią interesuje. A Ty taką kobietę spotkałaś i to w pociągu, w którym rzecz jasna mogło być kilka innych osób, z różnymi zainteresowaniami. Ciekawe prawda? To może wskazywać, iż dalej powinnaś iść tą drogą. Nawet jeżeli będzie ciężko, bo może być, ale mimo wszystko nie powinnaś się poddawać. To co na tę chwilę może być dla Ciebie nieosiągalne, za jakiś czas może być na wyciągnięcie ręki.

 

Podczas rozmowy zauważyła jak bardzo jestem zniewolona przez miłość do mężczyzny, jak nie potrafię wyrzucić go ze swojego życia, przetłumaczyła mi, że nigdy nie kończy się to, co jest dobre, że to było złe, dlatego nie miało racji bytu i że powinnam się cieszyć, że się od tego uwolniłam. Zrobiła mi, jak sama to nazwała, "rozłączkę energetyczną" z tym człowiekiem, nie wiem czy podziałało ale czuję się trochę spokojniejsza, na tyle bym mogła zająć się własnymi sprawami, bez pogrążania się w niekontrolowane myśli o nim. To spotkanie dało mi taką energię i takiego powera, że zaczęłam znów mieć motywację do działania, oby tylko nie chwilową i teraz czuję, że coś może zmienić się na lepsze, że muszę tylko być cierpliwa i dalej robić swoje.

Jeśli uwierzysz, że ta "rozłączka energetyczna" działa, to tak będzie :) Wszystko zależy od Ciebie. Ta kobieta zrobiła tyle ile mogła, a co ty dalej z tym wszystkim robisz, to już jest w Twoich rękach. Zacznij coś robić ze swoim życiem, zmień coś, o choćby coś małego, ale satysfakcję poczujesz i zachęci Cię do dalszych zmian. I tak dalej i dalej. Póki jeszcze masz zapał. Wykorzystaj jak najlepiej potrafisz, to wyjątkowe spotkanie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Sapsali

Nie ma czegoś takiego jak przypadek, wszystko co nas spotyka, wszystkie osoby, które pojawiają się w naszym życiu, pojawiają się po coś. (...) Z tego względu spotkani ludzie, nie są tylko po to, aby nas uszczęśliwić, sprawić, aby nasze życie było radosne i pełne pięknych chwil, ale również pojawiają się, aby nauczyć nas bólu, tego, aby podnieść się po porażce, pokonywać przeszkody i iść dalej. Można powiedzieć, że uczą nas życia.

Zgadzam się, kiedyś jakoś się tego tak nie dostrzegało ale od pewnego czasu widzę wyraźnie po co pojawiają się nowi ludzie w moim życiu, zwłaszcza jeśli dotyczy to mężczyzn. Jestem niedoświadczona, trochę zagubiona, trafiam na tych, którzy zawsze dają mi jakąś lekcję. Wyciągam z niej wnioski ale i tak dalej popełniam podobne błędy, często nowe. Męczące są takie znajomości, krótkie i pozostawiające człowieka zawiedzionym, ale po coś są. Mam nadzieję, że lekcje kiedyś się skończą i trafię w końcu na kogoś porządnego.

 

Jeżeli każdego dnia narzekamy, płaczemy i przeklinamy los - to nie robimy nic innego jak tylko programujemy się na jeszcze więcej negatywnych wydarzeń. Mamy to o czym myślimy. Podobnie jest z Tobą i tymi "złymi siłami". Uwierzyłaś, że takie coś jest obecne w Twoim życiu i tym samym pozwoliłaś, aby tak właśnie było.

Tylko, że to dotyczy jedynie jednej sfery życia, a mianowicie uczuciowej. Nie wiem dlaczego tak jest ale za każdym razem jak już kogoś poznaję, świetnie się dogadujemy, za chwilę coś potrafi to zepsuć, albo zwykła głupia wymiana zdań, która sprawia, że obie strony unoszą się dumą i kończy się znajomość, albo splot dziwnych wydarzeń, często wręcz absurdalnych i nie do pomyślenia. To męczące, że do pewnego momentu wszystko idzie świetnie, pojawia się już takie przeświadczenie, że tym razem będzie dobrze, świetnie się dogadujemy i w ogóle, może coś z tego być a za chwilę... No właśnie, za chwilę to się psuje, tak jakby ktoś temu przeszkadzał. Potem ja się obawiam kolejnej relacji, bo przecież poprzednia się nie udała tak? Czy może myślami przyciągam, to czego się boję? Staram się myśleć pozytywnie, no ale i tak nie wychodzi. Ta sfera życia jest dla mnie zablokowana, co sprawia, że czuję się samotna i niepełna. Czy mam wieść samotne życie? Czy takie są plany w stosunku do mnie? Nie chcę tak...

 

Przede wszystkim nie porównuj się do innych, bo Ty, to Ty. Istota piękna i wyjątkowa, posiadająca oryginalną osobowość, talenty, uzdolnienia, wady i zalety. Nie musisz być taka jak inni i nie dąż do tego. Bądź sobą i miej życie takie jakie Ciebie satysfakcjonuje.

Tylko, że ja czuję że nie mogę mieć życia takiego, jakiego chcę. Chcę normalnych, zwykłych, osiągalnych dla innych rzeczy a więc rodziny- porządnego, dobrego człowieka, który się mną zaopiekuje i sprawi, że będę lepszym człowiekiem i dzieci, którym poświęcę się bez reszty... To odległe marzenie i być może nigdy się nie spełni. Zaczynam tracić nadzieję, skoro nawet nie mogę zbudować normalnej, stabilnej relacji...

 

To co Ty postrzegasz jako najgorsze co Cię mogło spotkać, w gruncie rzeczy może być najlepsze, właśnie dla Twojej duszy, a w rezultacie dla Ciebie całej. O czym możesz przekonać się dopiero w przyszłości.

Wątpię czy to, że ktoś przechodzi przez piekło, jest dla jego dobra. To okrutne. Jeśli sama wybrałam sobie takie życie, to musiało paść mi na mózg... Człowiek jest silny, ale ma swoje granice. Nie jest niezniszczalny. Każde cierpienie może i sprawia, że jesteśmy silniejsi ale sieje spustoszenie w środku nas samych, stajemy się zgorzkniali, nieufni i przede wszystkim nieszczęśliwi. Jak ma to rozwijać moją duszę? Stłamsić ją i upodlić?

 

To jest tylko wróżba, która może się sprawdzić, ale nie musi. Wróżba, to pewna możliwość na tę chwilę. Biorąc pod uwagę, to że będziesz cały czas iść drogą A. A jeśli zbuntujesz się i zejdziesz na drogę B? Wtedy zmienisz wszystko i wtedy też najprawdopodobniej ta wróżba nie znajdzie odzwierciedlenia w Twoim życiu. Wróżba to nigdy nic pewnego, dlatego po otrzymaniu mało przychylnej prognozy nie można się załamywać. Taka prognoza powinna być wskazówką, dzięki której można coś zmienić, bo skoro wiemy jak może być, to jeszcze łatwiej jest zrobić coś, aby tak nie było prawda? Myśląc, że życie nie szykuje dla Ciebie nic dobrego, jesteś w ogromnym błędzie :) Życie, to nie tylko sfera uczuciowa, czy zawodowa. Życie, to szereg innych sfer, wydarzeń i aspektów, a ograniczanie się tylko do jednego nie jest dobrym wyborem. Wybierając i skupiając się na jednym, zaniedbuje się pozostałe...

Dobrze, masz rację, wróżba to tylko wróżba. Jak więc wyjaśnić, że się spełnia? Widzę co może mnie czekać, robię inaczej a i tak wychodzi na jedno. Wywróżono mi, że coś pójdzie nie po mojej myśli, że sprawa, która jest dla mnie ważna nie dojdzie do skutku, robiłam co mogłam, żeby tak się nie stało. Podjęłam pewne działania, zaangażowałam się w to mocno a i tak skończyło się tak a nie inaczej czyli co z tego, że działałam, starałam się, szukałam pomocy, nowych sposobów jak i tak poszło zgodnie z wróżbą. Więc równie dobrze mogłam usiąść i nic nie robić, spełniło się to, co miało i tak właśnie jest w moim życiu. Czuję się zablokowana, jakby ktoś mną sterował, nie mam wolnej woli. Każdy krok jaki podejmuję, każda ścieżka którą wybieram, prowadzi do tego samego. Jak to obejść? Nie da się. Trzeba się pogodzić z tym, że jest tak a nie inaczej.

 

Byłaś i mam nadzieję, że nadal jesteś bardzo dobrym człowiekiem. Naprawdę w dzisiejszych czasach jest mało takich ludzi, mało kto potrafi się zatrzymać i poświecić kilka minut, aby pomóc starszej pani. To tylko świadczy o tym, jakim jest człowiekiem. Ty zrobiłaś wiele pięknych uczynków, masz dobre serce i potrafisz pomóc Tym, którzy tej pomocy oczekują. Nie wahasz się. Tak naprawdę wszystkie te czyny, pochodziły z głębi Twojego serca i pomagając innym, pomagałaś również sobie.

Jestem wrażliwa na czyjąś krzywdę, czasem aż za bardzo. Bardzo naiwna i ufna. Tylko co ja z tego mam? W tym świecie, gdzie trzeba być twardym i silnym i gdzie światem żądzą pieniądze a do celu idzie się po trupach, ktoś taki jak ja nie ma łatwego życia. Wiecznie wykorzystywany i raniony.

 

To jest właśnie to o czym pisałam wyżej. Nic nie dzieje się przypadkiem i także tej kobiety nie spotkałaś przypadkiem. To spotkanie musiało zaistnieć, być może właśnie dlatego, abyś zrozumiała sens swojego życia i zaczęła całkiem inaczej patrzeć na otaczający Cię świat. Wydaje mi się, że na chwilę obecną, gdy ezoteryka wciąż jest tematem tabu, ciężko jest spotkać kogoś, kto otwarcie mówi, że się nią interesuje. A Ty taką kobietę spotkałaś i to w pociągu, w którym rzecz jasna mogło być kilka innych osób, z różnymi zainteresowaniami. Ciekawe prawda? To może wskazywać, iż dalej powinnaś iść tą drogą. Nawet jeżeli będzie ciężko, bo może być, ale mimo wszystko nie powinnaś się poddawać. To co na tę chwilę może być dla Ciebie nieosiągalne, za jakiś czas może być na wyciągnięcie ręki.

I właśnie to spotkanie dało mi bardzo dużo do myślenia, że może powinnam pójść w tę stronę. Mam bardzo rozwiniętą intuicję, prorocze sny, czasem pojawiają się jakieś takie urywki obrazów w mojej głowie czy coś takiego. Kiedy mój ukochany dopiero zaczął się spotykać z tą kobietą, ja zobaczyłam ich razem, jakby wychodzili z Kościoła: ona w sukni ślubnej, on w garniturze. Omyłkowo powiedziałam jej imię z jego nazwiskiem. No i bach zaręczeni. Widziałam moją Babcię w trumnie, zaraz potem umarła. Nie wiem czy to wyobraźnia czy podświadomość daje znać o sobie ale zastanawiałam się jak mogłabym się rozwijać w tym kierunku. Nie wiem od czego zacząć. Z drugiej strony jestem tak pogmatwana i zagubiona, że należałoby najpierw zrobić ze sobą porządek, poukładać ten cały bałagan, wyciszyć i nabrać nowych sił.

 

Jeśli uwierzysz, że ta "rozłączka energetyczna" działa, to tak będzie :) Wszystko zależy od Ciebie. Ta kobieta zrobiła tyle ile mogła, a co ty dalej z tym wszystkim robisz, to już jest w Twoich rękach. Zacznij coś robić ze swoim życiem, zmień coś, o choćby coś małego, ale satysfakcję poczujesz i zachęci Cię do dalszych zmian. I tak dalej i dalej. Póki jeszcze masz zapał. Wykorzystaj jak najlepiej potrafisz, to wyjątkowe spotkanie.

Wygląda na to, że rozłączka zaczęła działać. Zaraz po niej nie mogłam przestać o nim myśleć, tak jakbym na siłę chciała zatrzymać wszystkie myśli o nim i dalej tkwić w tym stanie. Jakbym broniła się przed oderwaniem od niego. Wspominałam wspólnie spędzone chwile, układałam je chronologicznie, oglądałam wszystkie zdjęcia, przeglądałam rozmowy, myślałam o nim 24 h na dobę i nie mogłam tego powstrzymać, na przemian nienawidziłam i kochałam ale w pewnym momencie powiedziałam sobie- albo usłyszałam głos w mojej głowie: dość, jestem już zmęczona, nie mam już siły... Od tamtej pory nie śni mi się i nie myślę o nim. Skupiłam się za to na sobie, na analizie samej siebie, na swoich wadach i zaletach, na pracy nad sobą, chcę się rozwijać. Widzę jak niedoskonała jestem i jak zniszczyła mnie ta miłość, nie lubię tej siebie: smutnej, zmęczonej i słabej... Tylko czy taka dogłębna analiza i wywlekanie każdej rysy są dobre...

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do rozmowy

Możesz zacząć pisać teraz i zarejestrować się później. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

Zaloguj się, aby obserwować  

×
×
  • Utwórz nowe...