Skocz do zawartości
Zaloguj się, aby obserwować  
Paw1

Czy dzieci widzą więcej?

Polecane posty

Paw1

   Witam wszystkich w ten cieplutki wieczór :).

   Chciałbym Was zapytać, czy wierzycie, spotkaliście sie, a może doświadczyliście na własnej skórze sytuacji, w której widziało się 'coś', czego inni nie potrafili dostrzec? Mowa tutaj o osobach z tego 'drugiego świata', bądź 'energiach', które prawdopodobnie są w stanie dostrzec młode szkraby. 

   Długo się nad tym zastanawiałem, czy umieścić tutaj swoje doświadczenia, ale  mam ochotę podzielić się moi kochani, swoją historią. Mianowicie, pamiętam dobrze okres dzieciństwa, a miałem wtedy może z 6-8 lat. Mieszkam na piętrze w domu jednorodzinnym ( na parterze mieszkała nieżyjąca już babcia) i na klatkę schodową prowadziły ciemne, skórzane drzwi. Są one 'gwoździem' tego programu, bo odkąd pamiętam - zawsze bałem się obok nich przechodzić. Było to niezmiernie trudne do osiągnięcia, bo żeby dojść do kuchni, trzeba było obok owych drzwi przejść. To samo tyczy się toalety, która znajduje się w połowie korytarza na przeciwko tychże drzwi, także chcąc nie chcąc musiałem znaleźć się w ich zasięgu. Zawsze w tych skórzanych drzwiach widziałem 'coś' na kształt twarzy tyle, że ta twarz wygladała jak gęba z piekła rodem. Pamiętam, że była to duża i podłużna 'buzia' ze spiczastym podbrudkiem, który okalała czarna jak smoła broda. To samo tyczyło się gęstych i długich, sięgających samej ziemi włosów. Nie jestem pewny, czy posiadała uszy, nie potrafię sobie tego zobrazować dokładnie, ale na pewno cera tej twarzy była bardzo blada z zaznaczonymi zmarszczkami pod oczami ale co najlepsze na tej 'twarzy' widniał wyszczerzony uśmiech ( jak sobie teraz przypomnę i widzę tą twarz, to był to taki normalny, szczery i pogodny uśmiech). Ale właśnie te oczy z małymi różkami na czubku głowy - to najbardziej wzbudzało we mnie strach. Oczy były najgorsze, bo był to bardzo tępy wzrok z opuszczonymi powiekami mniej więcej do połowy oczu, które były srebrzysto-czarne. Zawsze zdarzało się to, wieczorem i w nocy, bo w dzień nie widziałem na nich kompletnie nic. Przed początkiem korytarza znajduje się salon, gdzie podczas świecącego się swiatła widać owe drzwi z odległości mniej więcej 4 metrów. Pamiętam, że zawsze zaglądałem z tego pokoju i mówiłem mamie, że tam coś jest na drzwiach. Zawsze, kiedy to zobaczyłem, to uciekałem do mamy z krzykiem i rykiem, że boję się, bo tam jest, jak ja to nazywalem 'rogaty ryj'. Ona z początku brała mnie za rękę, a ja zapierałem się, że nie chce tam iść i pamiętam to uczucie, jakby strach mnie paraliżował od środka i dosłownie sztywniałem. Za 1 razem pamiętam, że miałem mocno zamknięte oczy do czasu, aż mama zapaliła światło i pokazywała mi, że nic tu nie ma. No faktycznie nic nie było i kiedy zgasiła światło, również nic się tam nie pokazywało. Zawsze mi tłumaczyła, że to tylko moja wyobraźnia tak działa, bo naoglądam się tych stworków w telewizji i potem coś mi się przewidzi ( te stworki  w jej mniemaniu, to były pokemony :D). Następnymi 'razami', kiedy miałem iść do kuchni albo do łazienki, to dosłownie biegłem starając nie patrzyć się na drzwi, bo ta 'twarz' dalej się pokazywała i mama się mnie pytała wprost, czy dalej tam coś jest i czy uciekam przed drzwiami. Ja zawsze mówiłem, że tak i wkońcu doszła do wniosku, że boję się ciemności i po prostu sobie wymyślam, że tam coś jest. Pamietam, że trwało to dość długo, ale mówiłem sobie, że tam nic nie ma i tylko sobie coś wymyśliłem. Pamiętam, że już byłem troszkę większy i nabrałem odwagi na tyle, że stawałem naprzeciwko tych drzwi i mówiłem sobie w myślach coś w stylu, że 'nie boję się ciebie i zniknij stąd'. Ta 'twarz' zawsze miala uśmiechnięty wyraz twarzy, ale ten tępy wzrok wywoływał u mnie dalej gęsią skorkę. We mnie aż się gotowało ze złości, kiedy mówiłem sobie w myślach 'idź stąd wreszcie' i nie raz z przytupem wracałem do pokoju, bo już mnie to męczyło. Nie pamiętam co spowodowało, że przestałem to widzieć, ale pamiętam, że z biegem czasu przechodzilem tamtedy obojętnie mówiąc sobie w myślach, że 'wiem, że ciebie nie ma' śmiejąc sie dosłownie pod nosem i po prostu nie zwracałem już na to uwagi. Teraz siedzę pisząc tą historyjkę naprzeciwko owych drzwi i czasami tylko przejdą mi zimne ciarki po plecach, kiedy znowu przypomnę sobie te zdarzenia z taką różnicą, że teraz na tych drzwiach nic nie widać :). 

   Jak myślicie, czy był to po prostu wymysł mojej podświadomości, czy jednak faktycznie 'coś' się na tyvh drzwiach pokazywało? 

 

   Mam jeszcze dużo historyjek w 'rękawie', bo nie wien dlaczego ale obrazy z dzieciństwa potrafię przywołać w każdej chwili w taki sposób, jakbym oglądał film albo zdjęcia. Czasem fajnie powspominać sobie stare dzieje :). 

   Chciałbym się podzielić jeszcze jedną historią, ale z nie tak odległej przeszłości, bo sięga ona zeszłego tygodnia, a dokładniej czwartku. Wówczas przyszła do nas ciocia ze swoją wnuczka ( córka mojej bliskiej kuzynki, która ma 1 rok i 7 miesięcy) i to ona będzie 'gwoździem' tego programu. Mianowicie obok wcześniej wspomnianego już salonu, jest jeszcze drugi pokój, który należy do mojej mamy. Pokój, jak to pokój na środku sufitu żyrandol itp. I ten mały szkrab pierwsze co robi, to idzie sobie do tego pokoju i dosłownie z gwiazdami na oczach i promieniującym uśmiechem wpatruje się w ten żyrandol i nie da sobie uwagi odwrócić, dopóki się nie napatrzy. Czasami zerka też w stronę okien, przy których przed przemeblowaniem było łóżko, na którym ostatnie dni  w walce z rakiem, przeleżała moja babcia. Kiedy mała się tam popatrzy, to uśmiech jej schodzi z buzi, przykłada paluszki do buzi, jakby chciała włożyć smoczka i w swoim języku, jak to dziecko coś tam pod nosem mruczy, ale większość uwagi skupia na owym żyrandolu. Ponad to, co sama ciocia pierwsza mi powiedziała, że kogo nie spotka nowego, to bacznie się mu przygląda z taką zdziwiona miną, a kiedy mnie pierwszy raz zobaczyła w zeszły czwartek, to od razu się uśmiechała, patrząc mi przy tym głeboko w oczy. Fakt, bo ledwo co przeszyła mnie swoimi pełnymi, niebieskimi oczkami, to od razu wyszczerzyła ząbki, oczy jej sie zaświwciły ( jak to się mówi, jakby jej ktoś kanapkę obiecał) i też wsadzała do buzi palce tule, że nic nie mrucząc, ale bała się do mnie podejść. Odwzajemniałem jej uśmiech, bo nie dalo się inaczej patrząc na tego słodziaka 😀. Robiła do mnie podchody ciagle patrząc na mnie i chichocząc ale nie podeszła. Dopiero jak cioca obok mnie usiadła to lekkim krokiem podeszła i kiedy wystawiłem palec wskazujący u dłoni, to zlapała za niego ciągle patrzac mi w oczy i zerkając jakby na czubek głowy zaśmiała się mocno, ściskając przy tym mój palec - no w tym momencie wyglądało to tak, że smieje się z moich zakoli mimo młodego wieku 😀. Takie dziwne uczucie mnie przeszyło w środku, jakbym dopiero co skończył dwugodzinny bieg i endorfiny zadowolenia wyrzucał mój organizm z przerobionego wysiłku, a tu wystarczył jeden, prosty gest. 

   Nie wiem, czy w odpowiednim dziale umiesciłem ten wątek, nie mnien jednak chcialbym was zaprosić do podzielenia sie odczuciami i historiami, jeśli takowych doświadczyliście lub zasłyszeliście. Pozdrawiam :). 

 

 

 

 

  • Dziękuję! 1

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do rozmowy

Możesz zacząć pisać teraz i zarejestrować się później. Jeśli posiadasz konto, zaloguj się.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.

Zaloguj się, aby obserwować  

×
×
  • Utwórz nowe...